czwartek, 19 października 2017

APDEJT ŻYCIA | Warszawa, wiosna jesienią, Cinema Unlimited

Hej, hej wszystkim! Do dziś mam problem z tym przywitaniem. A dokładniej z przecinkami. Ktoś, kto się zna na tym lepiej ode mnie, proszę o wytknięcie mi błędów!

Stało się! Mieszkam z stolicy, co, jak niektórzy z was wiedzą, nie jest szczytem moich marzeń, ale wiem, że to tylko jeden z etapów, by do tych marzeń dotrzeć! Okej, nie chcę brzmieć zbyt kołczowo (albo kołczingowo), ale rozumiecie o co mi chodzi.
Duże miasto, wiele możliwości. Nigdy jednak nie chciałam mieszkać w takim mieście. Oczywiście kocham Warszawę jako stolicę naszego kraju, jestem świadoma niesamowitej historii, jaka kryje się w tej ziemi, ale...
Mam wrażenie, że tu gromadzą się wszystkie negatywne cechy ludzkie, stając się niejako karykaturą społeczeństwa. Ale to tylko moje spostrzeżenia. Szare miasto szarych ludzi.
Wracając do domu, po podniesieniu wzroku na niebo nie widzę już Oriona. Nie widzę nic poza niezawodną Vegą i piękną Capellą. Jednak to nie to samo. Brakuje mi dziesiątek gwiazd, przez które nie raz już się potknęłam czy uderzyłam w samochód (spokojnie, stojący na parkingu). Byłam tego świadoma, ale to dalej trochę boli.

Z tej perspektywy Warszawa nie wygląda źle


Ale bądźmy troszkę bardziej optymistyczni - poznałam już kilkoro ludzi, niesamowitych zresztą. Każdy zupełnie inny, ale warty poznania. Nie będę sypać imionami, ważne, że ja wiem, o kogo chodzi. I wielu z nich zapamiętam na długo.
Mam świetną pracę. To znaczy nie męczę się wstając rano z łóżka, ludzie tam są świetni i choć czasami szlag mnie trafia przez klientów, to jest naprawdę dobrze.
Szkoła - jak to zaoczna. Nudy, wszystko już wiem i jestem dwadzieścia zadań przed innymi.

Nowa praca, nowe nawyki ;)

Jest październik. Dokładniej osiemnasty października, a ja wstaję rano i nie wierzę, że to nie wiosna. Serio. Jest bardzo ciepło, wychodzę w samej koszuli i żałuję, że znowu zapomniałam wziąć ze sobą wody. Nie podoba mi się to oczywiście, ale jestem w stanie to przeżyć, bo dzięki temu liście na drzewach przybierają piękne kolory i nie spadają całkowicie zeschnięte na ziemię.
Jesień to moja ulubiona pora roku. Trzy miesiące, przez które wypijam więcej herbaty niż przez pozostałe dziewięć, chodzę na spacery praktycznie codziennie, krótko sypiam i oglądam dziesiątki krótkich metraży. I w ogóle filmów.

Uwierzycie mi, że to zdjęcie z połowy października?

A teraz jest o tyle dobrze, że wykupiłam sobie Cinema Unlimited. Marzyłam o tym zawsze, ale w moim rodzinnym mieście nie było Cinema City, także perspektywa oglądania filmów w kinie codziennie była żadna. Choćby ze względu na wysokość mojego kieszonkowego, które i tak wydawałam na książki. A teraz, choć czasu nie mam specjalnie dużo, mogę obejrzeć każdy film grany w kinie, czasem nawet przedpremierowo! W ten sposób poznałam świetny "The square", na który bym się nie wybrała, gdyby nie to, że mogłam iść na jakikolwiek. Poszłam do kina, spojrzałam, co grają najbliżej, kupiłam bilet (właściwie to wzięłam) i weszłam na salę.
A propos filmów, bo i w tym temacie mam więcej do powiedzenia. Może napiszę o tym osobny post. Coś w stylu "miesiąca z unlimited" za wrzesień. Co wy na to?
Wiem, nie piszę ostatnio. Ale to przez - po pierwsze - brak czasu, a po drugie - brak ciągłego dostępu do komputera. Ten, na którym piszę, pożyczyłam od siostry, a wiecie, jak bardzo nie lubię laptopów. Brr.
Pocieszny Jakub Ćwiek na koniec

Pod koniec mojej opowiastki, zapraszam was na Nieproszonych Gości, o których wam wspominałam. Podlinkuję wam mój artykuł, ale koniecznie zerknijcie na całą resztę!




niedziela, 27 sierpnia 2017

Więcej mnie samej w blogu | Nie tylko kultura


Hej, hej... no właśnie. Witam dzisiaj wszystkich.
Z góry ostrzegam, że będzie to post zapewne długi i (dla mnie) emocjonalny. Będzie bowiem dotyczył przyszłości mojego bloga. Tak, znowu. Ale tym razem wprowadzę bardzo znaczące zmiany.

Z początku myślałam nad jakimś chwytliwym, może nawet "clickbaitowym" tytułem, ale doszłam do wniosku... po co? To i tak post skierowany dla tej nielicznej grupki osób, którzy stale tego bloga czytają i to mimo kompletnego braku systematyczności.
Bo zaczęłam go pisać z myślą o recenzjach. Miały pomóc mi w czytaniu większej ilości książek i oglądania filmów. Ale wiecie, jak to bywa. Okazało się, że mam do powiedzenia (a właściwie napisania) o kulturze o wiele więcej. Recenzje to było znacznie za mało, bo dyskutować, analizować i ogólnie gadać bardzo lubię. I tak zaczęły pojawiać się kolejne serie. Często zdarzało się tak, że je zaczynałam, ale miałam problem z kończeniem. Bo jestem jednak osobą spontaniczną i piszę to, co mi w głowie siedzi. Dlatego stwierdzam teraz bez bicia, ale za to z ręką pokornie przyłożoną do piersi, że to był błąd. Blog miał pomagać mi w systematyczności, ale przecież nic na siłę, prawda? Niby oczywiste, ale ja narzucałam sobie presję. Stawiałam poprzeczki, których nie byłam w stanie przeskoczyć. Zauważyłam to po pewnym czasie, pisząc post mówiący o tym, że nie będzie się na tym blogu wiele działo.
Ostatni post pojawił się równo miesiąc temu, ale miałam okres, gdy nie powstawało kompletnie nic produktywnego przez dwa miesiące. A wcześniej? Posty pisane bardzo na siłę. Później zresztą też. Pamiętacie KULTURALNE GUILTY PLEASURE? Wyświetleń miał sporo, ale jestem pewna, że czytanie go to męka. Nie usunę go, byście sami mogli się o tym przekonać. To był pierwszy post od miesiąca. Napisałam go, by czymś ten blog zapełnić. Przepraszam was za to, bo to było bardzo nie fair.
Jak już wspomniałam, blog powstał z pewnej przyczyny. Chciałam po prostu przygotować się w ten sposób do matury. Czy się udało? Myślę, że tak. Mam teraz bardzo niekulturowy okres. Prawie nic nie czytam, oglądam mało filmów. Ciągle są wymówki. A ja po prostu nie mam na to ochoty. Czy zdarza się to każdemu? Myślę, że tak. Postaram się sobie z tym poradzić, ale nigdy więcej nie zrobię nic na siłę. Jestem wtedy nieszczera z samą sobą, ale i wami. A wam chcę poświęcić ten właśnie akapit. Zakładałam na początku, że tego bloga nikt nie przeczyta. Udostępniać posty zaczęłam dopiero po pewnym czasie, przez co przybyło sporo czytelników. Pisanie bloga to moje hobby, ale gdy teraz o tym myślę, nie miałoby sensu, gdyby nie wy, którzy to czytacie. Jeśli ciągle we mnie wierzycie, dziękuję! Bo wiem, że są osoby, które prawie każdy post czytają i komentują. Jeśli to ty, wiedz, że jestem wdzięczna. Bo to niesamowite uczucie, gdy setki osób czytają te kilkadziesiąt zdań, które mam na dany temat do powiedzenia. Poważnie. Większość z was to również blogerzy, więc wiecie, o czym mówię. Komentarze utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie robię tego tylko dla siebie i nie jest to nic nie znaczące pisanie. Bo wiecie co? Może i nie jestem kompetentna. Może nie mam wiedzy uniwersyteckiej, może nie znam motywu czy gatunku od samych jego początków. Ale nie zgadzam się z tym, że nie mam prawa wypowiadać się o kulturze. Ona jest dla każdego. A człowiek ma wolny wybór: może czytać opinie uznanych recenzentów po szkole wyższej i kursach, a może czytać mnie i każdego z innych blogerów. Bo możemy pisać to, na co mamy ochotę i możemy wyrażać własną opinię, z którą albo ktoś się zgodzi albo nie. Okej, wybiegam z złe rejony. Podsumowując tę część mojego tekstu - dziękuję. Jeśli chcecie, odezwijcie się prywatnie, jak to już miało miejsce. To wiele dla mnie znaczy!

A teraz przejdźmy do rzeczy. Mój blog przejdzie zmianę. To znaczy nie do końca wizualnie, bo podoba mi się taki, jaki jest. Zmieni się to, że nie będzie to blog WYŁĄCZNIE o kulturze. To znaczy nie będą to tylko tematy książkowe i filmowe. Potrzebuję odskoczni. Mam tyle rzeczy do powiedzenia, a nie wiem, komu je powiedzieć. Zostajecie więc wybrani.
Jeśli jesteście tu, bo liczycie na kulturę sensu stricto - niestety, muszę was pożegnać.
Nie martwcie się. Nie oszalałam kompletnie, więc postów modowych, urodowych i innych takich tu nie będzie, bo to nie moja działka. Chcę po prostu, by blog był bardziej... mój. Będę pisać to, co chcę. To, co pojawi się w mojej głowie i czym będę chciała się podzielić. Nie obiecuję, że zawsze będzie bardzo zabawnie, bo skłamałabym. Następny post, który pojawi się tuż po tym, będzie dla mnie ważny i emocjonalny bardziej niż ten. Rozumiem, jeśli teraz odejdziecie. Ale ucieszę się, gdy zostaniecie, tak samo jak ucieszę się, gdy miejsce przy mojej mównicy zajmą inni. Bądźcie więc, proszę, mili i zróbcie im trochę miejsca. Nie musicie mnie zostawiać, zmieścimy się tu wszyscy! Oczywiście wygłaszam wszystko na placu publicznym, więc sami możecie wybrać, czego będziecie słuchać, a co lepiej ominąć. Dlatego przecież spektakle mają swoje tytuł i opis! Nie bójcie się więc, a jedynie czytajcie to, co was interesuje. Oto przecież chodzi!
Nazwa zostaje. Oczywista oczywistość. Opisuje mnie jak mało co, bo kultura to chyba największa część mojego serca. Za to zmieni się opis właśnie, zakładka O MNIE. Gdy to czytacie, właściwie to już się zmieniła.
Niezwykle cieszę się, że w końcu to będzie takie moje własne forum romanum. I że nie będę miała obaw przed wrzuceniem czegoś, co z kulturą związane nie jest.

Okej, jeszcze kilka spraw organizacyjnych.
Mam zamiar założyć fanpage, albo jakąś grupę na Facebooku. Po to, by mieć z wami bliższy kontakt i dzielić się tym, co przyciągnie moją uwagę.Taka grupa kulturalnych i sic! kulturowych osób ciekawych świata i lubiących memy z kotami mówiącymi po śląsku. Sami rozumiecie. Muszą być jakieś kryteria. Jeśli dotrwaliście aż tu, piszcie koniecznie, czy też lubicie takie memy!

Uff. Kamień z serca. Poważnie. Ciekawi mnie, jak na to zareagujecie. Dziękuję po raz kolejny, a jeszcze jeden, jeśli przeczytaliście to od deski do deski. Bo to nie lada sztuka! Mam już w głowie dwa posty, za które zabieram się już teraz.
Pozostaje mi jeszcze znalezienie obrazka na miniaturkę, więc nie zdziwcie się, że pod spodem jest jakaś grafika. No muszę to gdzieś wcisnąć!
Trochę się rozkleiłam. Zaczynam być za bardzo emocjonalna. A może to The Globalist lecące w tle?
Hejo!

Zapraszam was jeszcze na moje dwa instagramy!
kultusarnie: mój typowy bookstagram (klik!)
chaskiel.rozewicza: ładne zdjęcia mojego autorstwa z wierszami zamiast opisu. zazwyczaj (klik!)
No i Snapchat! - kultusarnieblog


zdjęcie z instagrama chaskiel.rozewicza

czwartek, 27 lipca 2017

NAJGORSZE POLSKIE TŁUMACZENIA TYTUŁÓW FILMÓW #2


Hej, hej filmoholicy! Po wielu miesiącach wracam do posta o tłumaczeniach filmów i zabieram się za część drugą.

Dziwnie się czuję, że muszę pisać takie rzeczy, no ale napiszę. Dla jasności.
Ten tekst ma charakter humorystyczny. Szanuję zawód tłumacza i rozumiem chwyty reklamowe i marketingowe. 
Proszę mi więc nie pisać czegoś w stylu: "A ty to tłumaczem jesteś? Prosz barc, sama coś wymyśl. No, dawaj. Proszę. Czekam."
Czasem warto po prostu... zostawić tytuł oryginalny :)



Die hard
tytuł polski: Szklana pułapka

Nic dodać, nic ująć.


Dirty dancing
tytuł polski: Wirujący seks

Och, jak zmysłowo!


Despicable Me
tytuł polski: Jak ukraść księżyc

Ktoś tu nie wierzył w drugą część filmu! Ale nie ma problemu, Despicable me 2 nazwiemy... Minionki rozrabiają!


Phantasm
tytuł polski - Mordercze kuleczki

To tak jak z bąbelkami. Nie da się gniewnie wypowiedzieć słowa 'bąbelki'.


The nightmare before Christmas
tytuł polski: Miasteczko Halloween

Oj, czepiasz się... święta to święta, a poza tym to Burton!


Reality bites
tytuł polski: Orbitowanie bez cukru

To teraz pytanie: ile Orbit zapłaciło za tę reklamę?!



Dosyć absurdów na dziś! Otrzyjcie łzy śmiechu i (grzecznie!) dyskutujcie w komentarzach!
Hejo!

czwartek, 20 lipca 2017

Mavka, czyli animacja, dla której pojechałabym za granicę | Kulturalne info


Hej, hej filmoholicy!
Mam dla was super wiadomość, dlatego piszę tego posta na szybko, by się nią z wami podzielić.
Doskonale wiecie, jak kocham animacje wszelakie, a gdy wspomnę jeszcze, jak dawna kultura słowiańska mnie interesuje, zrozumiecie, czemu wam o tym piszę.

Jak prawie każdego popołudnia przeglądam Facebooka.
Koty.
Przyjęta uchwała o SN.
Koty.
Ukraińska animacja.
Astrono...
Chwila.

Widzę jakąś piękną stopklatkę i muszę się zatrzymać.


Coś jak zaczarowany, magiczny las. Wiem już, że muszę to obejrzeć.
Wideo okazuje się być zapowiedzią pełnometrażowego filmu animowanego wyprodukowanego na Ukrainie. Dla mnie oznacza to zabawę tradycją, piękne, barwne animacje, a to wszystko w otoczeniu pięknej, boskiej przyrody.
Trailer mówi mi, że się nie mylę. Zresztą, obejrzyjcie sami.


Mamy więc bohaterkę o urodzie słowiańskiej bogini, kochającą przyrodę i... w dziwny sposób reagującą na dźwięk fletu.
Nie mogę się doczekać, aż poznam całą historię.
I ta niesamowita muzyka w tle...


Film ma ukazać się w roku 2019. Jeśli nie wyświetlą go w Polsce i będzie trudnodostępny na nośnikach DVD, przysięgam sobie, że pojadę choćby na Ukrainę, by go obejrzeć.

Znalazłam również film ukazujący proces powstania filmu. Polecam, by dowiedzieć się, jak ewoluowała nasza (prawdopodobnie) główna postać i skąd wzięły się symbole na jej ciele.


To tyle na dziś. Krótka notka informacyjna, mam nadzieję, że niecierpliwicie się tak samo jak ja!
Hejo!

poniedziałek, 10 lipca 2017

MY, MASOCHIŚCI - ZA CO KOCHAM ANTYUTOPIE | NIE WIEM, TO SIĘ WYPOWIEM #4


  Trochę was okłamałam. Po pierwsze, będzie pisane o mnie, a po drugie - nie tylko antyutopie, ale i również dystopie i postapo. Teraz, skoro przyznałam się do grzechu, możemy kontynuować.

    
Hej, hej książkoholicy!
Za oknem upał, słońce świeci nieubłaganie mocno, a to oznacza, że jest idealna pora na... siedzenie na kanapie z laptopem i pisanie dla was posta! Lodów kupić zapomniałam, więc lekko zasmucona (ale pełna energii) zabieram się za wymądrzanie!


DOBRZE WIECIE, OD CZEGO SIĘ ZACZĘŁO

Ale jeśli nie, spieszę z wyjaśnieniem. Zaczęło się więc od Ostatecznych Henryka Wiatrowskiego [recenzja obowiązkowa]. Pisać i mówić o tej książce będę, dopóki życia mi wystarczy. Ta krótka książka sprawiła, że najbliższe pół godziny spędziłam płacząc w poduszkę. I kocham ją całym moim sercem, każdym jego fragmentem. To ona uświadomiła mi, na czym ten gatunek polega i jak bardzo pełen sprzeczności jest. Poza tym, że doprowadza mnie do łez i wniosków, że ludzie są źli, okrutni i tak dalej, to uczy. Czego? Do tego jeszcze wrócimy, obiecuję.


ANTYUTOPIA A DYSTOPIA

Jeśli ktoś z was myślał, że są to synonimy - jesteście w błędzie. Ale zamierzam was z niego wyprowadzić.
No dobra, nie jest aż tak źle. Bo w mowie potocznej używamy tych pojęć zamiennie. Ale skoro mówimy o literaturze, to warto je od siebie odróżniać
Antyutopia to świat, w którym indywidualność człowieka zabierana jest na rzecz dobra ogółu. Innymi słowy - utopijny program, który ma świat naprawić, a doprowadza do totalitaryzmu i utraty prywatności poprzez kontrolę i "pranie mózgów".
Dystopia natomiast to pewna... wizja przyszłości, całkiem prawdopodobna, bo biorąca się z rzeczywistości.
Granica jest bardzo cienka, trudno więc stwierdzić czy dana książka należy do jednego nurtu, drugiego czy jest hybrydą obu.
Tak jest na przykład z Rokiem 1984. Naprawdę wiele czasu spędziłam czytając o nie tylko samym Orwellu i jego reprezentatywnej książce, ale też o komunizmie w Hiszpanii i hiszpańskim powstaniu, w którym autor brał udział i które przyczyniło się do napisania antyutopii (ta książka nazywana jest prekursorem gatunku; mamy nawet przymiotnik orwellowski). Nie mogłam jednak ostatecznie i definitywnie dopasować jej [książki] do któregoś z gatunków. Mamy tam przecież obecną (na tamte czasy) sytuację polityczną, która rozwijała się przecież w zawrotnym tempie, a dyktatura i totalitaryzm mogłyby z powodzeniem wprowadzić cały orwellowski właśnie system. Z drugiej strony społeczeństwo jest ogłupiane i całkowicie kontrolowane, co ma spowodować porządek w tamtejszym świecie.

ZA CO KOCHAM TEN GATUNEK?

Jakkolwiek to zabrzmi - za to, że autorzy pokazują nam, jak złymi ludźmi jesteśmy. A raczej, że ludzie to najgorszy i najokrutniejszy gatunek ze wszystkich zwierząt.
Czytaliście Metro 2033 [recenzja]? Mamy tam mały świat. Taki sam jak nasz, tylko z wyolbrzymionymi wartościami i osadzony w moskiewskich podziemiach. Dowiadujemy się, że pieniądze to tylko papierki, a rację każdy ma swoją.
Ostateczni pokazują nam, że brak komunikacji, współczucia i zrozumienia dla odmieńców może doprowadzić do śmierci niewinnych osób. I przede wszystkim, że kilkoro ludzi może zniszczyć cały świat, doprowadzić do podziałów i niesprawiedliwości.

Najmniej serca mają ludzie. Bo nie działają pod wpływem instynktu, a świadomie zabijają, niszczą i krzywdzą, by osiągnąć coś, co stracą zaraz po śmierci.
Do takich samych wniosków dochodzimy przy każdej antyutopii, dystopii czy postapokalipsie.

I to jest właśnie ta nauka.
Pisarze tworzą światy, w których nie chcemy nigdy żyć. Chwilę później widzimy, że to jest przecież możliwe. Wiemy, że są ludzie, którzy byliby w stanie to zrobić.
I zaczynamy zmieniać świat. Powoli, małymi kroczkami. Uczymy się na błędach, których jeszcze nie popełniono. Dobra nasza. Mamy szansę zastanowić się nad swoim życiem i zacząć czynić dobro, w nadziei, że ktoś zrobi to samo.

Zło ze świata nie zniknie, ale możemy sprawić, że będzie on lepszy.
Czyż to niesamowite, że do takich wniosków - a potem i czynów - dochodzimy po nie stu, nawet nie dziesięciu, a po jednej książce? Za to właśnie je kocham. I zrobię wszystko, byście i wy pokochali.

środa, 24 maja 2017

MARATON FILMOWY/ PLANY FILMOWE | 24-31 maja

Hej, hej filmoholicy! Ostatnio piszę głównie dla was, ale dalej męczę jedną książkę. Chyba w końcu się poddam...

   
Gdy tylko włączam Filmweba, widzę 90 filmów do obejrzenia. Zawsze starałam się oglądać wszystko na bieżąco, a tu... 90 FILMÓW!
Postanowiłam więc zrobić sobie małe wyzwanie.

Jeden tydzień. 
Dziesięć filmów.

Niewiele? Tylko z pozoru. Praca nie pozwala mi siedzieć nocami codziennie przed ekranem. Nawet na seriale nie mam wiele czasu. Mam więc nadzieję, że uda mi się obejrzeć je wszystkie, a może nawet więcej.
Po każdym filmie notować będę swoje odczucia. Później napiszę podsumowanie, w którym je zawrę.
Nie przedłużając, poznajcie moje plany na najbliższy tydzień!




MANDARYNKI (2013)
reż. Zaza Urushadze

  
MECHANICZNA POMARAŃCZA (1971)
reż. Stanley Kubrick

  
CUDOWNIE MIEJSCE (1994)
reż. Jan Jakub Kolski

  
ŻYCIE JEST PIĘKNE (1997)
reż. Roberto Benigni

  
ONA (2013)
reż. Spike Jonze

  
NAKARMIĆ KRUKI (1976)
reż. Carlos Saura

  
CHOĆ GONI NAS CZAS (2007)
reż. Rob Reiner

  
ZAGINIONA DZIEWCZYNA (2014)
reż. David Fincher

  
BOYHOOD (2014)
reż. Richard Linklater

   
STOWARZYSZENIE UMARŁYCH POETÓW (1989)
reż. Peter Weir

   


To jak, planujecie maraton ze mną?
Dajcie koniecznie znać, gdy któryś z tych filmów widzieliście.
Trzymajcie kciuki, żeby się udało!
Hejo!


niedziela, 7 maja 2017

FILMY NA KAŻDĄ PORĘ ROKU

 Hej, hej filmoholicy! U mnie wiosna w pełni, słońce świeci za oknem (w przerwach, gdy nie pada) i chmurami. Ale lepsze to niż śnieg, prawda, Polsko?
Ostatnio z filmami u mnie na bakier, bo dziwnym zrządzeniem losu oglądam same seriale. No, prawie same.
W tle SAMAEL, więc mogę pisać. Choć nie mam dużo czasu, bo HALO, schabowe same się nie zrobią!

Dziś mam dla was 12 filmów - po jednym na miesiąc i 3 na każdą porę roku. Filmy, które oglądałam często nie jeden raz i  zawsze mi się z tą porą kojarzą.

  
WIOSNA

Pora zmian, wszystko budzi się do życia, a my po raz kolejny w tym roku obiecujemy sobie, że w końcu pójdziemy na siłownię. Albo biegać. Nie jestem sama, nie? Okres, w którym nie chce nam się robić kompletnie NIC, więc i kino musi być mało wymagające. Oczywiście bez przesady, nie zrobię wam krzywdy polecając "Sharknado" (chyba że to z Taylorem występującym przez 7 sekund; dajcie znać, a podam wam konkretną minutę!).

Dziennik Bridget Jones
Tu nie ma żadnych wątpliwości - żaden z filmów trylogii nie zalicza się do kina ambitnego. Ale komedie z założenia mają... bawić. I tak jest w tym przypadku. To typowa komedia romantyczna, przy której śmieję się jak głupia za każdym razem. Każdym. A oglądałam film co najmniej 4 razy. Jest jeszcze jeden powód, dla którego Dziennik jest cudowny. Ten powód to, oczywiście, Colin Firth. Błagam, która za nim nie szaleje?! Dla Pana Darcy'ego (dobrze odmieniam?) w świątecznym sweterku oddam te kilka godzin mojego życia. Bez wahania.

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Znowu komedia, ale tym razem czarna. Kocham takie całym moim sercem, a ten film jest jednym z powodów. Ekranizacja, choć pierwowzoru nie czytałam. Mogę podejść do tego z otwartą głową. Albo umysłem, jak wolicie. Przeczytałam tyle sprzecznych opinii i recenzji, że się w głowie nie mieści, ale to chyba "dolegliwość" każdego filmu tego typu. Bo czarne komedie nie każdy lubi i nie każdy powinien oglądać. Dla mnie - humor przedni, świetna ironia i dwie godziny niesamowitej zabawy.

Klub winowajców
Nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale gdy myślę wiosna - myślę też Breakfast Club. Przez każdego, kto obejrzał, określany jednym słowem - kultowy. I to prawda. Film-ikona lat 80., pełen humoru, stereotypów, ale przy tym film prawdziwy. Bo nie mówi o głupich problemach depresyjnych nastolatków (co pokazuje na przykład "Sala samobójców"), a ważnych i częstych w tym wieku. Robi się poważnie, a to dopiero maj!

LATO 

Robi się upalnie, na filmy nie ma dużo czasu. Dniami chowamy się w cieniu drzew gdzieś nad rzeką, a wieczorami siedzimy na placach zabaw, bo przecież jest lato, a my mamy tylko 19 lat! Okej, znowu historia mojego życia, ale to mój blog, moja część internetu, a wy czytacie to, bo chcecie znać moją opinię! Wracam więc o północy do domu i jedyne, co mam ochotę oglądać... to animacje. Tak, tak, u mnie lato stoi bajkami właśnie.

Nowe szaty króla
Jedna z moich ulubionych, mogę oglądać codziennie i nigdy mi się nie znudzi. Genialny Kuzco i jeszcze lepszy Kronk. Piosenka na początku wygrywa wszystko, a rozmowa z wiewiórką to moment, przy którym zawsze płaczę ze śmiechu. A tak podsumowując, to świetna i zabawna animacja, oczywiście z przekazem nie tylko dla najmłodszych.

Mulan
Jak nie ma zestawień książkowych bez Ostatecznych, tak nie ma animacji bez Mulan. Oczywiście moja ulubiona animowana pełnometrażówka. Chiny, okres hanami, czyli kwitnących wiśni. Młoda dziewczyna idąca na wojnę za swojego chorego ojca. Wszyscy to już znamy, a skoro tak, wiemy, jak kultowa i piękna jest to opowieść. Od disnejowskich piosenek, które mówią nam bardzo wiele, przez kreację każdej postaci, aż po typowy dla wytwórni, ale wciąż doceniany morał. Nie dość, że Azja, to jeszcze silna bohaterka. Kino na każdy letni wieczór i poranek.

Rzymskie wakacje
Okej, to nie jest animacja, ale tytuł mówi sam za siebie. Jestem ogromną fanką przepięknej Hepburn, w każdej z jej roli - zakonnicy, prostej dziewczyny czy, w tym przypadku, księżniczki. Piękny, niezastąpiony klimat drugiej połowy XX wieku, bezbłędna angielszczyzna i przystojny jak cholera Peck, to coś, z czym chcę spędzać letnie noce.

JESIEŃ

Co do jesieni mam trochę inne zdanie niż wszyscy. Oni wpadają w depresyjny nastrój, a dla mnie to taki renesans roku. To idzie tak: jesień, Święto zmarłych, więc zaczynamy myśleć o swoim życiu. Exegi monumetum, memento mori i inne takie łacińskie mądrości. Dochodzimy wtedy do zaskakujących wniosków, że jako ludzie jesteśmy gatunkiem beznadziejnym i postanawiamy po raz trzeci w roku zmienić swoje życie. Dlatego jest to okres filmów mądrych i dziwnych.

Efekt motyla
Okej, to już tytuł kultowy. I jeden z tych, w których gdy się nie skupisz od początku, nie będziesz wiedzieć o co chodzi. Trzeba pisać coś więcej?

Piękny umysł
Jeden z moich ulubionych podgatunków dramatów, czyli biografia. Kocham filmy o wielkich naukowcach, a ten jest jednym z najlepszych. Scena z wręczaniem długopisów - mistrzostwo świata. Wzruszająca, symboliczna i piękna. Mamy więc naukę, chorobę psychiczną i trudną, ale wielką miłość.

Więzień nienawiści
Temat neonazizmu jest niesamowicie interesujący i przerażający jednocześnie. A ponieważ ja, jako miłośniczka anty- i dystopii jestem masochistką i lubię potwierdzać, że ludzie są źli, obejrzałam już dziesiątki filmów tego dotyczące. American History X, bo tak tytuł brzmi oryginalnie, jest jednym z wyjątkowych, jak Fala. Ma własny klimat i własną, niesamowitą historię do opowiedzenia. Czy to ostrzeżenie? Nie do końca, bo skoro wojny nie wybiły tego ludziom z głowy, chyba nic tego nie zrobi.

ZIMA

Zima ma to do siebie, że sama stwarza piękny nastrój i nie potrzeba niczego więcej niż tylko ciepłego koca, kakao i dobrego, zimowego oczywiście, filmu. Bo ta pora roku zarezerwowana jest dla pozycji świątecznych i rozgrywających się w czasie, gdy za oknem pada śnieg.

Barany
Jeśli usłyszycie, że to film o dwóch hodowcach baranów, to po pierwsze zostaliście oszukani, a po drugie nigdy tego filmu nie obejrzycie. A tego chcę uniknąć, więc napiszę wam prawdę. Jest to opowieść o miłości. Prawdziwej, braterskiej miłości, która swoim ciepłem okrywa zmarznięte ciała. W przenośni i dosłownie. Bo gdy za oknem zamieć, a w sercach lód, tylko tragedia może odmienić życie. Pozycja obowiązkowa, szczególnie zimą.

Kraina Lodu
No dobra, to już chyba wszyscy znają. Ale nie mogę pisać o zimie, nie wspominając o pięknej animacji współczesnego Disneya. To jeden z tych filmów, które rozgrzewają serce otulając je plecionym kocem. Kolejny przykład miłości. Siostrzanej, ale nie tylko. Jak na animację - bardzo rozbudowany świat i dojrzała historia.

Ekspres Polarny
Jeśli myśleliście, że znajdzie się tu Kevin, to byliście w błędzie. Nie cierpię Kevina. Znudził mi się jakieś 8 lat temu. Znowu animacja, ale tym razem dla starszego odbiorcy. Tak sądzę. Boże Narodzenie. Pod twój dom podjeżdża... pociąg. Co robisz? No raczej, że wsiadasz! W końcu dostajesz złoty bilet, czemu by nie skorzystać? I wiesz co? Podjąłeś dobrą decyzję, Bo choć podróż nie będzie łatwa, zapamiętasz ją do końca życia. Bo nareszcie dowiesz się, na czym polega magia świąt. Znów - piękna, rozgrzewająca animacja, która roztopi każdy lód. Wzruszająca i... magiczna. Taka, jaką powinniście obejrzeć w Święta.



Na dziś to wszystko. Mam wrażenie, że o tylu filmach wam nie napisałam. Ale napiszę, nie martwcie się. Polecam je wszystkie i każdy z osobna, Zapiszcie te tytuły na waszej liście, siądźcie spokojnie, włączcie jeden z nich i zapomnijcie o świecie. Bo o to w filmach chodzi, prawda?