poniedziałek, 24 kwietnia 2017

KULTURALNE GUILTY PLEASURE


Hej, hej... wszystkim!
Jest 23:15, oczywiście idealna pora na napisanie posta (tak, 'posta', nie 'postu' - idąc za słowami prof. Bańki). Przedstawiam wam listę moich wstydliwych przyjemności (KULTURALNYCH!), ale najpierw pogadanka popisanka(?!). Tak. Właśnie tak. Chwila, idę po lody.

Ostatnio położyłam się wygodnie, wzięłam laptopa, włączyłam Filmweb i postanowiłam obejrzeć jakiś ambitny film. Kilka minut później wzdychałam nad panem Darcym.
Mój mózg odpoczywa ostatnio od wszystkiego, co poważne czy ambitne właśnie.
I tak sobie myślę - ja, osoba, która kocha ponad wszystko dramaty, metal i muzykę klasyczną, siada wieczorami i włącza sobie głupią komedię romantyczną, a chwilę później przegląda najgłupsze artykuły w internecie przy akompaniamencie głośnej muzyki hiszpańskiej, która brzmi jak z klubu w "Zbuntowanym aniele". Mam się czego wstydzić? Trudno powiedzieć. Bo wiecie, guilty pleasure jest wstydliwe chyba tylko z nazwy. Każdy z nas ma w sobie ten pierwiastek ogromnego szaleństwa i ryzyka zrujnowania swojego życia, który każe nam włączyć głupi film i posłuchać pustej muzyki. To też jest częścią nas i składa się na nasz gust, ale nie o tym miałam pisać. Poza tym i tak pewnie nikt tego nie czyta, bo wszyscy przeszli do listy. Przyznaj się, ciebie też kusiło. Za dużo gadam. I piszę. Jejusiu, powinnam iść spać. Co ja robię ze swoim życiem...


POP

Muzyka popularna, muzyka z samego serca... nikąd. Muzyka, którą Corey Taylor określił jednym z jego osobistych siedmiu grzechów głównych. Czy miał rację? Jak najbardziej. Tym bardziej wstydzę się przed sobą, że w ukryciu przed światem słucham sobie "Shape of you" Sheerana (tak w ogóle to mam pół godziny drogi do miejsca jego urodzenia; ale ciekawostka) albo - co jeszcze gorsze - "Side to Side" tej wkurzającej jak nagrzana poduszka, ale - co by nie mówić - utalentowanej Grande. Tak, wstydzę się tego. Ale dobrze się przy tym bawię (sama ze sobą co prawda) i to bym Taylorowi powiedziała. Nie, w sumie to bym nie powiedziała.
W ogóle to wytłumaczcie mi, czemu nie mam tak z muzyką hiszpańską. Albo nie wiem, Linkin Park (taki żarcik).

SERIALE

Nie wszystkie. Seriale kocham i chyba każdy, kto mnie zna, to wie (nie za dużo przecinków?). Chodzi mi o takie, o których oglądanie nikt by mnie nie podejrzewał. Przykład? "Plotkara", ostatnio "Girlboss"(albo jakoś tak) czy "Trzynaście powodów". Seriale, które są tak bardzo nie w moich klimatach. Bo gdy myślicie o mnie, wykluczacie kompletnie modę, bff'y, ploteczki czy, na przykład, wielkie życiowe problemy z chłopakami (tak, Asia, wiem, że zaprzeczysz; nie o to mi chodzi, nie rozumiemy się). Zawsze mnie to bawiło i dalej będzie, może właśnie dlatego tak bardzo te seriale lubię. Ani nie są świetne jakościowo, ani treść nie jest szczególnie impr.. impe... imponująca. O, tego szukałam. Ale daje rozrywkę na długie godziny, bo po całym dniu w pracy czy szkole nie ma się najmniejszej ochoty na trudny dramat czy kolejny odcinek "Black Mirror".

YOUTUBE

Gdy ktoś mnie spyta, co oglądam na tej platformie, bez zawahania wymienię: Sci-funa, Cyber Mariana, Z Dupy, AdBustera, Naukowy Bełkot, Z głową w gwiazdach, Astrofazę, jakieś dwa vlogi książkowe, Sfilmowanych czy Na Gałęzi. Nie skłamię, bo nie dam rady wymienić przecież wszystkich (Roja nie wymieniłam na przykład!!!*), ale jednak celowo ominę co najmniej 5. I to wyłącznie** dlatego, że nie pasują do reszty listy. Nie trudno bowiem zauważyć, że nauka kręci mnie bardziej niż przystojny juror na festiwalu teatralnym, a o filmach mogę słuchać godzinami, nie ważne, z której perspektywy. Wiele więc straciłabym w czyichś oczach, gdybym dopowiedziała, że jestem uzależniona od Amerykanek robiących wciąż te same "TUMBLR ROOM DECOR" czy "DIY BACK TO SCHOOL SUPPLIES" i (cudownej swoją drogą) Pauli z DailyBoogie albo Ani z KichiTV. Czy obchodzi mnie ich opinia? Nie do końca. Ale lubię stwarzać wrażenie osoby wszystkowiedzącej (o czym wie każdy, kto porozmawiał ze mną dłużej niż pół minuty) i w ogóle poważnej i patrzącej z góry na takie głupoty. Nic na to nie poradzę, to jedna z moich wad. No ale nie do końca, bo żeby chwalić się wiedzą, trzeba takową posiadać. Czy się wstydzę oglądania tych "przyziemnych" kanałów? Jak najbardziej.

To miała być kulturalna lista.Wyszło jak wyszło, ale skoro nie napisałam o miłości do jednorożców, trzydziestoletnich facetów czy czytania gazet politycznych, to nie jest tak źle.
Byłam z wami szczera, nie wykorzystujcie tego przeciwko mnie.

Macie wrażenie, że ten post równie dobrze mógłby nie powstać, bo nie wnosi do waszego życia niczego, poza pozycjami na Youtubie, które musicie nadrobić?
No dobra, to jakiś sens ma.
W ogóle to już dziewięć minut po północy, a ja po te lody nie poszłam.
I już nie pójdę, bo chwilę temu brałam antybiotyk i nie mogę.
Kogo to obchodzi?
Słucham sobie Disturbed, ale włączę chyba Marsów, bo dawno nie słuchałam.
Albo pójdę spać?

Hejo!

*podobno ktoś, kto nadużywa wykrzykników lub daje wielo...wykrzyknik (to ja) jest niezrównoważony psychicznie
**tylko i wyłącznie to pleonazm, może was to obejść labo nie; ale lepiej, żeby obeszło, liberaliści




Co wy na to, żeby po każdym poście dawać kocie memy? Koty są spoko.
 Ps. Nie włączyłam Marsów, tylko  Slipknota, Nudna jestem.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Bookspiracje #4

Hej, hej książkoholicy!
Wiosna wróciła, więc wracają także bookspiracje!
Ponieważ ja sama potrzebuję motywacji, przejdźmy do właściwej części.